sobota, 7 stycznia 2017

,,Creed: Narodziny legendy"

Pamiętacie słynną serię filmów o życiu bokserskiej legendy pt. ,,Rocky"? "Creed. Narodziny legendy" to kolejna część tej serii. Tym razem jednak Balboa występuje w roli trenera dla początkującego boksera, syna jednego ze swoich przeciwników - Apolla Creeda, Adonisa.


Jestem zapatrzony w boks od jakiegoś czasu, być może mam to po dziadku, którego nigdy nie poznałem? Nie wiem. Ale wiem, że jest to najlepsza bokserska historia, którą możemy obejrzeć na ekranie, od czasów Rockiego!

Nie jest to jednak wyłącznie dramat o sporcie. Pokazuje przede wszystkim tę najważniejszą w życiu walkę, którą toczymy sami z sobą. Bo jak mówi jeden z najlepszych koszykarskich trenerów w kraju - Kacper Lachowicz: ,,I'm my only enemy". 




Z kobiecego punktu widzenia mogę Wam powiedzieć, że Wasze dziewczyny również chętnie obejrzą ten film (chociażby ze względu na liczbę mężczyzn występujących w filmie ;)). Sama za boksem nie przypadam, ale film jest sam w sobie bardzo dobry. Wracamy na legendarne schody Rockiego, obserwujemy, ile wyrzeczeń kosztuje ta pasja, a w między czasie znajdujemy też wielką miłość do sportu i nie tylko.



W filmie genialny jest również soundtrack, szczególnie moją uwagę przykuł utwór "The fire". Muzyka bardzo dobrze tworzy klimat bokserskiego świata, odzwierciedla determinację i chęć walki.
Walkę bohaterowie toczą na różnych płaszczyznach życia. Walczy nie tylko Adonis, ale też Rocky. Jedni walczą o życie, inni o miłość, a kolejni o sławę i spełnienie swoich marzeń.




Wracając do tematu: ,,Creed" to film wyjątkowy. Ryan Coogler w imponujący sposób łączy przedstawicieli dwóch pokoleń. Między głównym bohaterem, a jego trenerem wykształca się ojcowsko-synowska relacja, w której jeden skoczyłby za drugim w ogień.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz